Wyobraź sobie, że masz wędrowcę, który przemierza świat. Na każdym zakręcie musi wybrać jedną drogę, którą chce zbadać. Może więc iść naraz tylko jedną ścieżką. Tak działają komputery tradycyjne.
A teraz wyobraź sobie zjazd niezliczonej ilości harcerzy, którzy rozpoczynają wędrówkę z jednego punktu, ale na każdym zakręcie się rozdzielają. Ostatecznie każda droga jest równolegle badana przez innego harcerza.
Kto szybciej zbada świat?
Tak działają komputery kwantowe: zamiast wysyłać jednego harcerza masz ich miliony i to w jednym czasie. Każdy z nich bada inną możliwość, a na końcu możesz na podstawie wyników określić która droga jest najlepsza.
Problem polega jednak na tym, że naukowcy nie wiedzą jeszcze kogo zatrudnić jako harcerzy?
Po drugie wśród harcerzy jest dużo dezerterów: uciekają z trasy marszu albo idą z innymi kolegami zamiast swoją drogą.
A ponadto pojawiają się problemy logistyczne: który harcerz jaką drogą ma iść i zebraniem i zorganizowaniem Gigabajtów raportów jakie otrzymamy na koniec wędrówki.
Na razie badania nad komputerami kwantowymi idą więc dwoma torami: po pierwsze część naukowców rozwija same urządzenia nazywane komputerami kwantowymi, a druga część obmyśla algorytmy dotyczące tego jak sterować urządzeniem kiedy takie zostanie zbudowane.
Najlepsze efekty na razie naukowcy osiągnęli w zeszłym roku z jonami berylu zatrudnionymi jako harcerze, a sterowali nimi... laserem.